Thursday, May 14, 2009

Pees

W ramach pees do spóźnionej relacji z marcowego koncertu Amadou & Mariam stronka o "Graceland" Paula Simona wyrwana z podsumownia "100 najlepszych płyt lat 80." magazynu Rolling Stone.

Image Hosted by ImageShack.us
By iammacio at 2009-05-14


Modę na etniczności - nie tylko Simona - widać i słychać w zestawieniu kilkukrotnie.


4 Talking Heads - Remain In Light

23 Black Uhuru - Red
30 Los Lobos - How Will The Wolf Survive?
54 Talking Heads - Speaking In Tongues
58 V.A. - The Indestructible Beat Of Soweto
100 Artists United Against Apartheid - Sun City

Friday, April 24, 2009

Leśne ludki


Woods - Songs Of Shame. Tak ja to widzę. Tak serwis Pitchfork. Chciałem dać tyle co oni, ale zatrzymałem się w półkroku, nie chcąc skaleczyć leśnej muzyki zarzutami o hajp. W sumie to choć serce wyrywa, rozsądek podpowiada, że chyba jeszcze za wcześnie na tego typu "rehaibilitację" środowiska freak-folkowych (lub acid-folkowych) grup skupionych wokoł Naczelnego Drzewca - Jeremy Earl, lider Woods, jest także właścicielem labelu FuckItTapes. Sięgając po złote frazey Zarębskiego, ku refleksji!

Ps.
Porfirion podpowiada raz, dwa (jako PS do Kurta Vile'a) i poleca (przyklaskuję!).

Tuesday, April 21, 2009

His name is Kurt Vile


Kurt Vile. Tak się nazywa nasz bohater. Imię i nazwisko są prawdziwe, choć brzmią lepiej niż niejeden wymyślony pseudonim. Nie jestem pewien, ile ma lat. Sam twierdzi, że już jako dwu-, trzylatek zasłuchiwał się w nagraniach folkowców pierwszej fali, jak John Denver i Doc Watson, a wieku 14 lat otrzymał od ojca – gorliwego fana bluegrassu – banjo. Kurt mieszka i, jak przypuszczam, urodził się w Philadelphii, mieście słynącym w USA z dwóch rzeczy: filmowej sagi o bokserskich przygodach Rocky’ego (nieśmiertelna kreacja Sylvestra Stallone’a) i kanapki Philly cheese steak (pokrojona wołowina z zapiekanym serem); mieście, którego muzyczne serce od lat bije w rytm wybijany przez bębny Questlove’a z hip-hopowego składu The Roots, a pory roku wyznacza ilość turystów odwiedzających kolebkę amerykańskiej demokracji...

O Kurtcie doczytacie TU, a w ramach muzycznego PS dwynastocalówka Kurt Vile & Violators "Hunchback" - jest żar i pisk w uszach (think War On Drugs), mniej zaś beztroskiego shoegaze-psych-pop-folku w duchu "Freeway".

Tuesday, April 14, 2009

52 girls

Kawałek na dziś to The B-52's (hail Athens, GA!) i ich powerpopowy hicior "52 girls" z debiutanckiego krążka (self-titled z 1979 r.). Znak szczególny: mocarny riff gitarowy, któremu nie mogli oprzeć się magicy z Soulwax wzbogacając o tę właśnie partię gitary remix "Six Days" - w oryginale nudny kawałek Dj Shadow'a z bardzo dziwnym teledyskiem filmowego surrealisty Won Kar-Wai'a. Pozostałe atuty: przeuroczy dzięwczęcy (The Supremes się mogą schować) dwugłos i zaśpiew w refrenie (ooo-ooo!). Powód: zespołowej blondie Cindy Wilsonn 28 lutego br. stuknęło 52 lata. Happy B-Day girrrl!



Ps. Gdyby jej brat, Ricky, zmarł (AIDS related health issues) 12 października 1985 r., dożył z nami roku 2009, 19 marca stuknęłoby mu 56 lat. "We love you Ricky!".

Monday, April 13, 2009

Punk is coming!

Zaczytuję się właśnie w książkę Legs'a McNeil'a "Please Kill Me" o (choć to strasznie daleko idące uproszczenie) narodzinach punku. Legs do spółki z partnerką (żoną?) przeprowadził serię wywiadów, a potem poszatkował wypowiedzi swoich rozmówców nadajać opisywanym zdarzeniom niemal powiściową linerność i chronologiczność.

Sięgnałem po internetowe skany współtworzonego przez Legs'a "
Punk Magazine". Niestety, jedynie mały procent zawartości pierwszej serii kilkunastu numerów jest dostępny, choć i to co można wyklikać (w jakich pięknych czasach żyjemy) daje pojęcie o charaterze i stylu periodyku.

Ostre, prześmiewcze teksty pisane odręcznie miały zazwyczaj formę kreskówkową - vide
wywiad z Frankiem Zappą. Co zaskakuje najbardziej - i co potwierdzają wypowiedzi osób związanych z "Punk" przytoczone w "Please Kill Me" - nikt nie miał specjalnie pojęcia o dziennikarstwie. Nikt nie kwapił się też wychylić poza swoją muzyczna niszę - vide pytanie "Czy stołujesz się w McDonaldzie?". "Punkowe" pseudo wywiady mają więc posmak absurdalnego rendez vous a artyści wyczuwając żółtodzioba z ołówkiem pozwalają sobie na wiele - ostentacyjna oszczędność wypowiedzi Zappy, konfliktowa (you-must-be-kidding-type-of-thing) postawa Lou Reed'a (ich pierwszy wywiad) opisywana w książce i perwersyjna *otwartość* chłopaków z AC piorun DC. Wywiad poniżej.
Wow! Włos się jeży na samą myśl. Nikt już tak nie pisze o muzyce - choć pewnie Europie dużo trudniej ogarnać fanowską żarliwość przekuwaną w muzyczne fan-ziny, których w USA pełno w każdym sklepie muzycznym. Sam mam kilka w domu na pamiatkę - w jednym z nich są teksty samego Thurstona Moore'a! Słabo, co?

Nam, szarym P
olaczkom, musi wystarczyć Porcys.

Damn. Szlag by trafił Jałtę!